Czy wszystkich nas dotknie zaburzenie stresowe pourazowe?

Od kilku tygodni nasze życie wygląda inaczej niż kiedykolwiek. Przestajemy podawać sobie ręce, zakładamy maski i rękawiczki, nie zapraszamy znajomych do mieszkań. Dziwnie opustoszałe ulice oglądamy już przeważnie przez okna. Pojawiają się depresyjne myśli, niepewność, obawy, czarne scenariusze. Bezradność. Lęk.

Szukamy odpowiedzi na pytania „Jak to wszystko się skończy?”, „Co z moimi bliskimi?” Czas mierzony jest rozmowami telefonicznymi i napływem coraz bardziej przygnębiających informacji z mediów. Są też wśród nas tacy, którzy nagle znaleźli się w samym środku koszmaru. Leżą w szpitalu ze zdiagnozowaną chorobą. Najwięksi bohaterowie tego czasu – lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, cały personel szpitali i centrów pomocy medycznej – codziennie ryzykują życiem. Przemęczeni, niedostatecznie chronieni, wystawieni na bezpośrednie niebezpieczeństwo, pozostający pod presją trudnych wyborów. Co będzie potem? Jacy my będziemy? Jak te wydarzenia wpłyną na nasze zdrowie psychiczne?

Ciągły stres – nierzadko przekraczający normalne możliwości radzenia sobie jednostki – pozostawia ślad na psychice. A z psychiką jest różnie – bo duży wpływ ma na nią biologia – to co dostaliśmy w genach. Kształtowały ją także nasze dotychczasowe doświadczenia życiowe, środowisko, w którym się wychowaliśmy i dorastaliśmy, relacje rodzinne. Stąd każdy z nas inaczej sobie radzi ze stresorami.

DSM-5 – Diagnostyczny i statystyczny podręcznik zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego – wśród następstw związanych z traumą i stresem wymienia m.in. zaburzenie stresowe pourazowe (PTSD) i ostre zaburzenie stresowe (ASD). Wspomina się o nich głównie (choć nie tylko) w kontekście przemocy, działań wojennych („nerwica frontowa”), wypadków komunikacyjnych, ale także katastrof naturalnych, klęsk żywiołowych. Ważnym kryterium klasyfikacji jest tutaj bezpośrednie doświadczenie zagrożenia życia lub uszkodzenia ciała – własnego bądź innej osoby, niekiedy zaś wystarczy samo powzięcie wiadomości o takim zdarzeniu dotyczącym kogoś bliskiego, by doszło do traumy. Osoby, których praca polega na wielokrotnej ekspozycji, np. członkowie ekip ratowniczych, są narażone w sposób szczególny. Objawy obu wymienionych zaburzeń wyglądają podobnie.

Mimo upływu czasu przeszłość powraca. Ponownie przeżywamy to, co się wydarzyło – na różne sposoby. W snach, które nie regenerują, na jawie w postaci flashbacków (przebłysków), w poczuciu, że to nadal się dzieje. Ponieważ wspomnienia bolą, unikamy tego, co przypomina o trudnym zdarzeniu. Omijamy pewne miejsca, przestajemy się kontaktować z niektórymi osobami, niekiedy przestajemy wychodzić z domu. Nie otwieramy już niektórych książek, ani nie oglądamy ulubionych do niedawna filmów – zresztą, zakres zainteresowań i tak się zmniejszył. Obojętniejemy na to, co wokół nas. Niewiele nas cieszy, pojawiają się poczucie winy i smutek. Mamy luki w pamięci. Niekiedy zmienia nam się poczucie realności – nas samych albo otoczenia. Stajemy się drażliwi, czujni, jakby stale przygotowani na najgorsze. Czasem tak bardzo przestajemy sobie radzić, że uciekamy w uzależnienia.

O PTSD, mówimy, gdy objawy trwają powyżej miesiąca, w przypadku ASD – powyżej 3 dni i nie dłużej niż miesiąc Zdarza się także, że dopiero po upływie 6 miesięcy od chwili wystąpienia zdarzenia traumatycznego skutki stresu się nasilają, dając pełnoobjawowe PTSD – wówczas mamy do czynienia z zaburzeniem stresowym pourazowym z opóźnioną manifestacją.

Nie wiemy, jakie będą skutki epidemii – te bezpośrednie i te związane z nią długofalowo. Wiele w nas obaw, stresu, lęku, niepewności. Każdy z nas mierzy się z tymi trudnościami na swój sposób. Nie na wszystko mamy wpływ, ale nie jesteśmy go też całkowicie pozbawieni. Możemy zadbać o swoje zdrowie, słuchając specjalistów. Nie wychodząc z domu bez potrzeby, myjąc ręce i chroniąc ciało. Nie narażając innych. Dbając o psychikę. Pozostając w kontakcie z bliskimi, nawet, gdy są daleko. Szukając nowych możliwych aktywności, choćby w internecie. Czytając, ucząc się, ćwicząc. Robiąc to, na co dotąd nie mieliśmy czasu. Medytując. Wsłuchując się uważniej w siebie. Traktując tę nową rzeczywistość jako rodzaj szansy, a nie karę.

Również dzwoniąc do psychologa, kiedy wydaje się, że nadziei już nie ma. Albo po prostu wtedy, kiedy jest nam źle i nie wiemy, jak sobie poradzić z negatywnymi myślami. Może w ten sposób unikniemy groźnych skutków towarzyszącego nam napięcia? Może w porę wyciszymy pesymistyczne obrazy i złe emocje, i wyjdziemy z tego kryzysu nie tylko niepoturbowani, ale silniejsi?


Autorka: Agnieszka Wrzesień mgr psycholog, psychotraumatolog w AlmaMedic